RSS
poniedziałek, 09 listopada 2009
Krótkometrażowy film.

Minął wrzesień, październik minął i listopad minie też. I co z tego mijania całego, co?

Rok cały minął jak film krótkometrażowy. Taki trochę film-niewypał. Film, po którego obejrzeniu mówisz "ah, jak zawsze", a jednak później pojedyncze jego sceny wpływają na Twoje działanie i myślenie. Zdecydowanie najszybciej minął film tegoroczny spośród wszystkich, których doświadczyć zdążyłam. Dwadzieścia cztery klatki na sekundę szybsze niż się zdaje. Coś z animacji, dokumentu, dramatu, komedii, thrillera. Niezbyt wiele z romansu, za to spora dawka przesłanek psychologicznych. Trochę inna ścieżka dźwiękowa, ta sama sceneria, kilku nowych bohaterów i brak kilku innych. Taki film, może trochę przełomowy, choć niekiedy zwykły tak. Infantylny wielce też.

Może kiedyś, gdy dobiegnie końca wszechprojekcja, dokonam retrospekcji i przyznam mu Oscara? Kto wie.

00:08, nieogarniete
Link Komentarze (1) »
sobota, 08 sierpnia 2009
Z oczekiwań.

Unoszę się delikatnie nad ospałym, ociężałym światem, by przez chwil kilka przeszyć spojrzeniem ten spektakl na wskroś. Niedyskretnie, bezczelnie zaglądam wam wszystkim w oczy i dmucham w twarze wieczornym powietrzem. "Wiatr się zbiera" wymawiacie znajomą kwestię tym samym co zawsze tonem, a ja zapatruję się w beznamiętne spojrzenia, nieuspokojone myśli wasze przerzucam jak kartki. Nie zaglądam wam do kieszeni, nie pcham się między dłonie. Siedzę tylko i kartkuję umysły, z refleksji wybieram drżące litery, z zadumy wypisuję co ciekawsze zdania. Osuwam się później na ziemię, grunt dotykam palcami, niepewnie stąpam po tej niewygodnej płaszczyźnie. I piszę swoje życie z waszych oczekiwań, waszych niewyspanych nadziei.

21:54, nieogarniete
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 lipca 2009
Górskie myślenie.

Wróciły myśli z leżaków pasiastych, teraz czas na dwutygodniowy pobyt w górach, podczas którego tylko myślenie ma przyszłość.

17:20, nieogarniete
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 lipca 2009
Nadmorska niefrasobliwość.

Zabieram swe myśli nieogarnięte do nadmorskich miejscowości. Będzie je tam przypiekać nadmorskie słońce. Czasem nadmorski deszcz orzeźwi myśli nieogarnięte, aby się nie rozleniwiły tak zupełnie. Nadmorskie perspektywy będą je tam nęcić. Nieogarnięte myśli ogarniał będzie nadmorski wiatr, a (nad)morskie fale kołysać je będą do snu. Myśli nieogarnięte będą w mojej głowie leżeć na pasiastym leżaku i wezmą sobie najzwyklejszy urlop. Wtedy to ogarnie mnie niegroźna krótkotrwała bezmyślność i beztroska. Niefrasobliwość chwilowa.

01:41, nieogarniete
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 czerwca 2009
Zazdrośnik wiatr.

Od jakiegoś czasu cierpię na permanentne nicniechcenie. Siadam w swoim pokoju i razem z deszczem gramy słońcu na nerwach. Później przez dzień cały deszcz wydzwania do mnie coraz to bardziej wyszukanymi sonatami przed-letnimi. Jednak ja nie odbieram schowana gdzieś między kartkami książki. Bezkarnie ociągam się ze wszystkim i ubieram swoje myśli w nowe kapelusze. Niekiedy też zakładam im na plecy dziurawy płaszcz pokory albo odziewam w fantazyjne sukienki tkane dumą. A deszcz śmieje się ze mnie i nieustannie dostarcza swe krople na kredyt. Zza firany zagląda mi przez ramię zazdrośnik wiatr i miarowo oddycha, raz po raz wpuszczając przez okno niewinne tchnienia. Siada mi rześkim chłodem na ramieniu, głaszcze po zmierzwionych włosach i próbuje moje wątpliwości rozwiać na wszystkie świata strony.

20:03, nieogarniete
Link Komentarze (1) »
wtorek, 02 czerwca 2009
Wybory, droga pani.

Idę powoli do domu i delektuję się rześkim wilgotnym powietrzem. Z plakatów wyborczych kokieteryjnie uśmiechają się do mnie odpicowani panowie oraz wypudrowane panie. Wszyscy grzecznie ogrzewają mnie z tych dyndających na słupach kartoników swoimi spojrzeniami i subtelnie podsuwają mi numer listy wyborczej.
Przychodzę do domu i włączam na chwilę tiwi.
Tu jakby jakieś deżawi, tu telewizyjni ludzie również uśmiechają się do mnie spod swoich starannie ułożonych fryzur. Będzie dobrze, będzie dobrze, zapewniają, tylko na nas zagłosuj, tylko idź, tylko zdecyduj, tylko dokonaj wyboru. Kiwam głową. Wyłączam, muszę zająć się czymś innym, przepraszam bardzo, drodzy państwo, nie mogę w tej chwili, naprawdę nie teraz. Wybaczcie mi proszę, ale tu w domowych pieleszach, tuż za tą ścianą czeka na mnie życie. Mała codzienność ostatnich dni.
Zasiadam na chwilę przed monitorem, muszę przecież sprawdzić coś istotnego. Zewsząd wyrywają się do mnie spragnione kontaktu otwarte ramiona kandydatów do polepszenia mojej przyszłości.
Kładę się na własnym łóżku i przykrywam kocem. Tę chwilę przerywa dźwięk telefonu. Halo, mówię w słuchawkę, halo.  Serdecznie witamy, mówi szarmancko mężczyzna, za chwilę usłyszy pani ogłoszenie wyborcze, bo tu jedna paniusia by chciała, żeby jej pani, droga pani, chwilę swą poświęciła. Oh, witam serdecznie, nazywam się tak i tak i pani mnie pewnie kojarzy, ja proszę szanownej pani, chcę pani tylko powiedzieć niech pani na mnie zagłosuje. Czekam na panią z wytęsknieniem pod numerem takim i takim na odpowiedniej liście wyborczej, mówi do mnie z wyszukaną grzecznością sama paniusia z plakatów. Potem jeszcze słyszę, kto jest sponsorem tej przyjemnej rozmowy, którą miałam okazję odbyć. Odkładam delikatnie słuchawkę. Niezmiernie się cieszę, że paniusia do mnie zadzwoniła, ale ja już naprawdę muszę wracać do swoich obowiązków.
Dziwi mnie jeszcze tylko, że paniusia tak bez żadnych wyborczych obietnic, że tylko głosuj na mnie.
Może to i dobrze, po co mi ta cała fatamorgana, teraz przecież kryzysy, teraz zabieganie, paniusia szanuje czas swoich przyszłych wyborców. Paniusia po prostu mi grzecznie mówi idź i na mnie zagłosuj.
Wracam do swoich zajęć uszczęśliwiona, że sama paniusia do mnie zadzwoniła, że mogłam usłyszeć głos tej nieskazitelnej kobiety z plakatów.
Szkoda tylko, paniusiu, że nie mogę dłużej pokontemplować naszej rozmowy, tego sympatycznego monologu. Gdyby tak paniusia mi mogła załatwić, żebym ja nie musiała tego wszystkiego tak na jutro robić to może, może, ale ja naprawdę, paniusiu szanowna muszę się tym właśnie zająć, niechże mi pani wybaczy.
Tak więc wracam pod koc, bowiem moim najbliższym wyborem będzie chwila spokoju.

22:00, nieogarniete
Link Komentarze (1) »
niedziela, 31 maja 2009
Gorący okres.

Okres wzmożonej pracy (albo intensywnego wmawiania sobie, że się właśnie takową wykonuje) 'owocuje' mniejszą ilością czasu na pasje. Ale za kilka dni zacznie się realizacja kilku marzeń. Minie trwający właśnie gorący okres realizacji pewnych zamierzeń/wyzwań i rozpocznie się czas osiągania innych postawionych celów. Niebawem, tak, niebawem.

21:37, nieogarniete
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 maja 2009
Chociaż na chwilę.

Na chwilę zapomnieć, że lata mijają niczym miesiące, miesiące niby dni, a dni jak godziny. Zapomnieć, że życie, że śmierć, że czas, że całe to przemijanie. Zapomnieć, że ja, że ty, że my, wy czy oni, a może one.

Zostawić wszystko, jakim jest, zostawić książkę otwartą na którejś już z kolei stronie i pranie śnieżnobiałe na sznurkach zostawić i myśli o tym i owym i wszystkie poustalane terminy i niewysłanego esemesa, zdanie niedopisane. Zostawić ten garnek, co stoi na gazie, niedokręcony słoik z dżemem wiśniowym i te dwa nieumyte talerze w zlewozmywaku zostawić. Zostawić rolety niezasłonięte, myśli nieogarnięte, pudełko nie do końca zamknięte i herbatę na wpół niedopitą pozostawić też.  Nie pamiętać, że znów trzeba wstawać na tę między-szóstą-a-siódmą, że śniadanie, że obowiązki, że wszystko tu i teraz. Nie pamiętać, że wczoraj, że dziś, że na jutro jakieś wzniosłe nadzieje. Nie pamiętać, że obawy, że strach, że krach albo że gmach parlamentu stoi jak stał, sypiąc złotymi nadziejami. Nie liczyć minut, chwil, godzin, spóźnień, wspomnień i zapomnień. Nie liczyć lat ni swoich ni cudzych, kalorii, pieniędzy, nie wiedzieć, że pomidory wyceniono dziś na jedyne sześć dziewięćdziesiąt dziewięć a cukier oferuje się za około trzy dwadzieścia sześć. Nie myśleć, ile policzą od nas przy kasie i rachunek na jaką sumę wystawi nam życie. Odrzucić to wszystko i przez krótką choć chwilę pomyśleć, że ma się dożywotni abonament na bezmyślenie bezproblemowe i monopol na szczęście.

18:49, nieogarniete
Link Komentarze (6) »
piątek, 01 maja 2009
minął ten, którego nie było.

i minął już kwiecień, którego nie było.

23:33, nieogarniete
Link Komentarze (3) »
środa, 22 kwietnia 2009
kiedy pękają różowe okulary.

wielość rzeczy, które wkładam do przegródki tych dla mnie niezrozumiałych czasem okazuje się przerażająca. zbyt często odzywa się wewnętrzne przypomnienie, że powinnam sobie na plecach nakleić etykietkę 'naiwna'. otaczam się swoimi marnymi wyobrażeniami o tym, jaki to świat jest cudowny, otoczenie kolorowe, ludzie dobrzy i nieskazitelni, a wszystko to razem wzięte trwałe, niezmienne, niezniszczalne. do czasu aż komuś udaje się małą szpileczką przekłuć barwny balon napełniony helem moich pozytywnych myśli, które jak nieefektywne, przestarzałe, przepełnione kiczem konfetti spadają prosto na brudną i twardą podłogę rzeczywistości. dotąd aż ktoś delikatnym stuknięciem, niczego nieświadom z trzaskiem rozbija te ogromne okulary w kolorze wściekłego różu. zarówno konfetti jak i kanciasto wycięte szkiełka opadając, robią tyle wiatru, że z powodzeniem wystarczy, by pogoda ducha zmieniła się w wicher niepewności. nagły wzrost stopnia zachmurzenia. spadek insolacji. umiarkowane opady ze śladową ilością chlorku sodu. minus dwadzieścia stopni i niedowierzanie w zenicie.

i bolą oczy przyzwyczajone do tego różu. dłoniom też jakoś dziwnie pusto bez sznureczka od barwnego balonika wciśniętego szczelnie między palce.

a potem sama już nie wiem, co lepsze - trudzić się wybieraniem konfetti spomiędzy kurzu i sklejać popsute okulary czy przyzwyczajać się do tego, co właściwie jest naturalną koleją rzeczy.

kiedyś przecież trzeba by się pozbyć gadżetów niewygodnych przy ogólnie przyjętym trybie egzystencji.

samodzielne odkładanie na bok i wypuszczanie z rąk zdaje się mniej boleć. a może to właśnie jest ta wielka ułuda. wymysł niedoświadczenia. kolejna z mrzonek.


zmienia się nietykalna twierdza. infantylność broni się wszelkimi siłami.

jakaś drobna cząstka się wycofuje. bije w tempie nieusystematyzowanych uczuć, nieogarniętych myśli i nieutartych przekonań. całego tego pseudointelektualnego biadolenia.

21:39, nieogarniete
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2